Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24H/7

Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24h
– Zadzwoń, jesteśmy już w drodze!
Pojazd Majs Autolaweta

Zmrok’n’Hol: Nocny wyjazd do lasu

Czas czytania: 4 min

Z ogromną niespodzianką

Telefon, który dzwoni po zmroku, zawsze wywołuje napięcie mięśni. Nie jest to pora, którą kojarzymy z bezpieczeństwem. Jednak awaria nie wybiera momentu. A chęć pomocy jest silniejsza niż obawy, które – zdrowo rozsądkowo – zawsze towarzyszą gdzieś z tyłu głowy.

Dzień, który nie chciał się skończyć.

To był dzień z tych dłuższych. Silnik holownika nie gasł za często. Na plac wjeżdżałem tylko po to, żeby od razu zawrócić do kolejnego wezwania. Z doświadczenia wiem, że takie dni potrafią przeciągać się do późnych godzin nocnych. Dlatego po powrocie do domu nawet nie próbowałem się przebierać. Zmieniłem jedne ciuchy firmowe na drugie – również do pracy.

Miałem przeczucie. Telefon zadzwonił chwilę po pierwszej.

– Halu, czy to pomoc drogowa? – usłyszałem męski głos z mocnym akcentem.

– Tak, całodobowa pomoc drogowa. W czym mogę pomóc?

– My pojechali z braćmi nad Odra, niedaleko Kotowic, i auto zawisło nam w skarpa. Dzwoniliśmy wszędzie gdzie się da, ale nikt nie chce do nas przyjechać. A jak już się zgadzają, to cena z kosmosu podają. Nie stać nas na gwiazdka z nieba, przysięgam! Pomoże Pan, tak? Na jakiś ludzki warunki?

Dziwnie się poczułem słysząc tę historię. Coś tu nie grało. Jednak powiedziałem, że nie ma najmniejszego problemu i poprosiłem o dokładną pinezkę lokalizacyjną. Przesłał. I wtedy zobaczyłem.

Byli nad Odrą. Prawie.

Pinezka wskazywała… środek lasu.

Poczułem, jak coś ścisnęło mnie w żołądku.

– Trochę daleko ta skarpa od rzeki – zacząłem ostrożnie. – Ale mam holownik z napędem 4×4, który poradzi sobie doskonale w terenie. Muszę mieć jedynie pewność co do rodzaju samochodu. Pojechali panowie osobówką?

– Tak, tak! Samochód osobowy.

– Okej, jak osobowy, to damy radę. Będę na miejscu za 25 minut, w porządku?

– Wszystko w porządku, czekamy!

Rozłączyłem się. Siedziałem przez moment w ciszy, wpatrując się w pinezkę na mapie. Środek lasu. Godzina pierwsza w nocy. Historia, która nie do końca się zgadza. Mimo to…

Wyjechałem.

Kilka chwil później minąłem ostatnie miasto na trasie. Latarnie uliczne znikały w moim lusterku wstecznym. Oprócz świateł mijania towarzyszył mi jeszcze księżyc, co trochę podniosło mnie na duchu. Niecałe dziesięć kilometrów dalej skręciłem z drogi asfaltowej w leśną dróżkę.

Wysokie drzewa gęstniały w miarę posuwania się do przodu, zasłaniając niebo i jedyne źródło światła, z którego tak się cieszyłem. Ciemność zaczęła ogarniać mój holownik z każdej strony. Im dalej w las, tym gorzej. Gałęzie ocierały się o nadwozie. Dróżka stawała się węższa.

Konkurencja chce mnie wykończyć jak nic – zacząłem mówić do siebie na głos dla otuchy.

A potem zobaczyłem scenę jak z filmu.

Ożesz w mordkę misia – zdążyłem jeszcze pomyśleć.

Ogromny Volkswagen Crafter wisiał tylnymi kołami na skarpie.

Nie osobówka. Samochód dostawczy.

Wokół krążyły sylwetki czterech mężczyzn, zerkających co jakiś czas nerwowo poza krawędź. Gestykulacja dwóch wskazywała na ostrą kłótnię. Bardzo ostrą. Zatrzymałem samochód w momencie, który oświetlił jak wyższy z nich łapie za klapy kurtki pierwszego, podnosząc go bez trudu i zamachując się pięścią.

Serce waliło mi jak młotem.

– PANOWIE SPOKOJNIE! – krzyknąłem przez okno.

– Widzisz, mówiłem! – usłyszałem z ust trzymanego mężczyzny. – Jest! PUSZCZAJ!

Miny całej czwórki z groźnych zmieniły się w szczerze uśmiechnięte. Pełne ulgi. Wyraźnej ulgi. Wysoki mężczyzna postawił już na nogi brata, który zaczął kierować się w moją stronę.

– To ja do Pana dzwonił – powiedział podając mi rękę z szerokim uśmiechem. – Dziękuje za przyjazd! Jak Pan widzi, mamy problem.

– Duży problem – odpowiedziałem, ściskając dłoń mocniej, niż zamierzałem. – Samochód osobowy to to nie jest.

– Osobowy? A! Przepraszam… jak ja mówił, że bus, to już w ogóle nie było z nikim rozmowa. Nikt nie chciał przyjechać.

Widziałem skruchę w jego oczach. Nie miałem tego za złe. Rozumiałem. Gorzej z holownikiem, któremu w myślach obiecałem mycie premium po całej akcji. Niech tylko będzie dzielny. – pomyślałem.

– Jak macie panowie trochę siły, żeby pchnąć auto w odpowiednim momencie, to damy radę – powiedziałem, oceniając sytuację. – W końcu do odważnych świat należy, a ja lubię takie wyzwania.

– Pewnie że mamy! My silni, nie martw się!

Zaczęliśmy walkę z błotem i grawitacją.

Bez zbędnego przedłużania poinstruowałem wszystkich o planowanych manewrach. Sam zaczepiłem linę za wahacz dolny, bo samochód nie miał z przodu haka. Wróciłem do kabiny i spróbowałem pociągnąć. Nic. Przełączyłem napęd na 4×4. Koła holownika zawirowały na błotnistym gruncie. Samochód szarpnął. Lina naprężyła się niebezpiecznie.

– PCHNĄĆ! TERAZ! – krzyknąłem przez okno.

Czterej bracia dołożyli siły. Bus szarpnął raz, drugi… i nagle stanął z powrotem na stałym gruncie.

Odetchnąłem.

– A teraz zapraszam do kabiny! – zawołałem. – Trójka z tyłu uważnie patrzy na busa i krzyczy, jak się za bardzo będzie ślizgać!

Teren był błotnisty i właśnie zaczynał kropić deszcz. Nie chciałem ich tak zostawić. Tym bardziej, że do najbliższej drogi asfaltowej był ponad kilometr. W najlepszym wypadku zakopaliby się w ziemi, a w najgorszym znowu wylądowali na skarpie. Wolałem doprowadzić sprawę do końca.

Wsiadali po kolei, wyraźnie zdziwieni.

– Bardzo dziękujemy! – odpowiedział ten od telefonu, siadając obok mnie.

– Nie ma sprawy. Ciemno, mokro, do domu daleko. Nie zostawię was tak.

– A… a ile to wszystko będzie kosztować?

Spojrzałem na niego. Widziałem niepokój w jego oczach.

– Jest was czterech, więc każdy rzuci po stówce i jesteśmy kwita.

– Kolego kochany, to jakby za darmo! Ja tu słyszał tysiąc pięćset złoty za sama skarpa!

Po tych słowach pomyślałem, że konkurencja jest zajęta wycinaniem samej siebie, więc mogę spać spokojnie.

Co prawda z tą zrzutką żartowałem, ale faktycznie każdy z braci wyjął z kieszeni po kilka banknotów. Wręczyli mi odliczoną kwotę, wysiadając z holownika. Odstawiłem ich samochód tuż przy wjeździe na drogę.

Już miałem wsiadać za kierownicę, gdy usłyszałem za sobą…

– Niech Kolega jeszcze poczeka!

Jeden z braci grzebał gorączkowo w schowku i podbiegł z kolejnym banknotem.

– To na myjnia! – powiedział z szerokim uśmiechem. – Jeszcze raz bardzo dziękujemy!

Spojrzałem na holownik. Był cały w błocie. Od góry do dołu.

– Dzięki – uśmiechnąłem się. – Na pewno się przyda.

Po latach nadal mam z nimi kontakt. Kilka razy dzwonili, pytając: „Czy Kolega pomożesz??”. Pomagam. Zawsze.

Bo czasem to, co wygląda na najgorszy scenariusz, okazuje się po prostu ludźmi w potrzebie.


Zapisz Nasz numer w swoich kontaktach:

(lepiej mieć i nigdy nie użyć, niż szukać w potrzebie)

📞 Pomoc drogowa 24h/7: +48 790 666 636

Majs Autolaweta działa na terenie: autostrada A4, autostrada A8, droga ekspresowa S8 i droga krajowa nr 94.

Skontaktuj się z Nami, jeśli potrzebujesz holowania po zmroku, naprawy na miejscu lub profesjonalnej obsługi awarii.


Seria opowiadań „Zmrok’n’Hol”, to spojrzenie na świat, który żyje na drodze, gdy zapada ciemność.

Majs Autolaweta dostarcza profesjonalną pomoc drogową – szybko, sprawnie i kompleksowo! Na miejscu tam, gdzie Nas potrzebujesz.
Nasze codzienne zmagania możesz obserwować na Facebooku lub Instagramie.

Przewijanie do góry