Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24H/7

Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24h
– Zadzwoń, jesteśmy już w drodze!
Pojazd Majs Autolaweta

Zmrok’n’Hol: Pomoc drogowa od razu na miejscu

Czas czytania: 4 min

Zanim zdążył zadzwonić czwarty raz

Zapadał zmrok. Biuro opustoszało. Wszyscy już dawno wrócili do domów. Tylko ja jeszcze tu siedziałem, kończąc najmniej lubianą rzecz w tej pracy – papirologię. Faktury, rozliczenia, dokumenty. Zawsze zostawiam to na koniec.

Biuro świeciło pustką

Byłem już w połowie stosu, gdy usłyszałem szczęk zamka w drzwiach.

– Zapomniałem kluczy do domu – usłyszałem znajomy głos.

Mój przyjaciel, który wcześniej wyszedł z serwisu samochodowego, stał w progu z lekko zawstydzonym uśmiechem.

– Jak się nie ma w głowie, to się ma w nogach – mruknąłem, nie podnosząc wzroku znad papierów.

– No właśnie – roześmiał się i zaraz potem spojrzał na mnie zdziwiony. – A co ty tu jeszcze robisz?

– Papiery – westchnąłem. – Ktoś musi.

– Ale widziałeś, co się dzieje pod płotem? – zapytał, wskazując w stronę okna.

Podniosłem wzrok. Przez szybę widziałem błysk niebieskich świateł karetki.

– Stłuczka – powiedział. – Trzy auta zupełnie pod nosem.

Odłożyłem dokumenty i wstałem.

Wyszedłem z biura i od razu zobaczyłem całą scenę.

Trzy samochody stały w kosmicznym ustawieniu tuż przy płocie naszego placu firmowego. Volvo z przodu – nieznacznie poturbowane. Hyundai na poboczu – poważniejsze uszkodzenia. Taksówka z tyłu – zadrapana z pogiętym błotnikiem. Kierowcy stali przy swoich autach, rozmawiając nerwowo.

Podszedłem bliżej.

Pierwszy z nich okazał się starszym mężczyzną przy Volvo. Około siedemdziesięcioletnim, elegancko ubranym. Trzymał telefon w ręku i wyglądał na zestresowanego.

– Dzień dobry – powiedziałem. – Wszystko w porządku? Mogę jakoś pomóc?

Spojrzał na mnie podejrzliwie.

– Nie, dziękuję. Nic nie potrzebuję.

– Na pewno? Prowadzę pomoc drogową, jeśli trzeba…

– Nie, nie – przerwał mi stanowczo. – Dziękuję, poradzę sobie.

Skinąłem głową i ruszyłem dalej. Nie jestem nachalny.

Hyundai.

Młoda kobieta, może trzydzieści parę lat stała obok swojego auta z rękami skrzyżowanymi na piersi. Wyglądała na załamaną. Niemal dziesięć lat w pomocy drogowej nauczyło mnie czytać takie sytuacje i wszystko wskazywało na to, że to ona jest sprawcą zdarzenia.

– Dzień dobry – zacząłem delikatnie. – Wszystko w porządku? Nikt nie ucierpiał? – dopytałem widząc fotelik na tylnym siedzeniu.

– Nie, nie… – odpowiedziała cicho. – Wszystko dobrze. Dziękuję.

– Potrzebuje Pani pomocy? Holowanie, auto zastępcze…?

– Nie, dziękuję – powiedziała szybko. – Już dzwoniłam do ubezpieczalni.

Odpowiedziałem, że w razie potrzeby jestem obok i skierowałem się do ostatniego samochodu. Trzecim kierowcą był facet po czterdziestce, ubrany w kurtkę z logo firmy taksówkarskiej. Stał oparty o maskę, paląc papierosa.

– Cześć – rzuciłem. – Potrzebujesz pomocy?

– Nie, dzięki – machnął ręką. – To żadna filozofia. Wszyscy się zgodzili co do sprawcy. Podpisali oświadczenie. Czekam na holowanie z firmy.

Skinąłem głową.

Coś się nie zgadzało.

Wróciłem do biura, ale coś mnie uwierało. Przez okno obserwowałem scenę wypadku.

I wtedy to zauważyłem.

Starszy mężczyzna przy Volvo nie stał spokojnie. Chodził nerwowo tam i z powrotem, co chwilę wybierając kolejne numery na telefonie. Rozmawiał, odkładał, wybierał znowu. Gestykulował. Coraz bardziej zdenerwowany.

Coś jest nie tak.

Odłożyłem dokumenty i wyszedłem ponownie. Tak jak wspominałem – nie jestem nachalny, jednak przeczucie jeszcze nigdy mnie nie zawiodło, więc często mu ufam.

Drugie podejście.

Podszedłem do niego jeszcze raz.

– Przepraszam – zacząłem ostrożnie. – Widzę, że pan ma problem. Może mogę jakoś pomóc? Naprawdę nic od pana nie chcę, żadnych pieniędzy.

Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

– Nie… to skomplikowane. Dzwonię już kolejny raz, ale nikt nie odbiera. Brat jest w Niemczech, siostra ciągle zajęta. A laweta z assistance przyjedzie za dwie, trzy godziny…. – urwał. Widziałem jak ze sobą walczy, aż w końcu powiedział. – Po prostu muszę jak najszybciej wrócić do domu.

W jego głosie słychać było bezradność.

– Proszę posłuchać – powiedziałem spokojnie. – Prowadzę pomoc drogową. Mogę zabrać pana auto na lawetę, podstawić auto zastępcze i wszystko rozliczyć bezpośrednio z OC sprawcy. Pan nie zapłaci ani złotówki.

Zmarszczył brwi.

– Jak to? – zapytał nieufnie.

– Pan jest poszkodowany – wyjaśniłem. – Sprawcą jest kierowca Hyundaia. Jego ubezpieczenie OC pokrywa wszystkie koszty – holowanie, naprawę, auto zastępcze. Pan nie płaci nic.

Patrzył na mnie przez chwilę w milczeniu.

– To… to niemożliwe – powiedział w końcu. – Nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło.

– A ile miał Pan wypadków? – zapytałem z lekkim uśmiechem.

– No… – zawahał się. – Żadnego.

– Właśnie – odpowiedziałem. – Proszę uwierzyć mi na słowo, wiem co mówię.

Stał przez chwilę w milczeniu, przetwarzając informację.

– Naprawdę nic nie będę musiał płacić? – zapytał w końcu.

– Naprawdę – potwierdziłem. – Zadzwonię do znajomego ubezpieczyciela, wszystko wyjaśnimy, załatwimy formalności. Pan po prostu wsiada do auta zastępczego i wraca do domu.

Zobaczyłem, jak napięcie w jego ramionach powoli opada.

– Dobrze – powiedział cicho. – Zgadzam się.

Zabrałem Volvo na lawetę.

Zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego ubezpieczyciela – Grzegorza, który zajmuje się takimi sprawami od lat. Zawiozłem starszego pana prosto do jego biura.

Przez szybę widziałem, jak Grzesiek spokojnie wszystko mu tłumaczy. Dokumenty, procedury, terminy naprawy. A mężczyzna z każdą minutą wyglądał na coraz bardziej rozluźnionego.

Gdy wyszedł z biura, podszedł do mnie.

– Dziękuję – powiedział po prostu. – Naprawdę dziękuję. Nie wiem, co bym zrobił…

– Nie ma za co – uśmiechnąłem się. – To normalne.

– Dla pana może – odpowiedział. – Ale dla mnie… – urwał. – Myślałem, że będę musiał zapłacić tysiące i stracę cały wieczór na czekanie. A pan po prostu… pomógł.

Uścisnęliśmy sobie dłonie na pożegnanie.

Wróciłem do biura.

Dokumenty nadal leżały na biurku, ale tym razem nie wróciłem do nich od razu. Usiadłem na chwilę i pomyślałem o tym starszym mężczyźnie. O jego nerwowych telefonach. O jego bezradności.

Staram się być zawsze w pobliżu.

To nie jest przypadek, że nasze biuro jest tuż przy ruchliwym skrzyżowaniu, a kawałek dalej mamy jeden z wylotów obwodnicy. Nie jest przypadkiem też to, jak podchodzę do każdego wypadku, kolizji, awarii. Rozumiem stres i nerwy. Rozumiem, że w takiej sytuacji człowiek traci głowę.

Dlatego pytając o pomoc, nie myślę o zysku. Prowadzę tę firmę, bo chcę pomagać ludziom w najgorszych momentach – kiedy są bezradni, zestresowani i nie wiedzą, co robić.

Czasem wystarczy spokojne wyjaśnienie. Innym razem numer do ubezpieczyciela wystarczy. Czasem po prostu obecność kogoś, kto wie, co robić. I właśnie dlatego warto być blisko.

W Majs Autolaweta pomoc drogowa nie polega tylko na holowaniu auta.

Polega na uspokojeniu człowieka, który nie wie, że ma prawo do tej pomocy.


Zapisz Nasz numer w swoich kontaktach:

(lepiej mieć i nigdy nie użyć, niż szukać w potrzebie)

📞 Pomoc drogowa 24h/7: +48 790 666 636

Majs Autolaweta działa na terenie: autostrada A4, autostrada A8, droga ekspresowa S8 i droga krajowa nr 94.

Skontaktuj się z Nami, jeśli potrzebujesz holowania po zmroku, naprawy na miejscu lub profesjonalnej obsługi awarii.


Seria opowiadań „Zmrok’n’Hol”, to spojrzenie na świat, który żyje na drodze, gdy zapada ciemność.

Majs Autolaweta dostarcza profesjonalną pomoc drogową – szybko, sprawnie i kompleksowo! Na miejscu tam, gdzie Nas potrzebujesz.
Nasze codzienne zmagania możesz obserwować na Facebooku lub Instagramie.

Przewijanie do góry