Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24H/7

Majs Autolaweta | Pomoc drogowa 24h
– Zadzwoń, jesteśmy już w drodze!
Pojazd Majs Autolaweta

Zmrok’n’Hol: Kilka chwil do Wigilii

Czas czytania: 4 min

Historia świątecznego dylematu

Okres okołoświąteczny to czas wyjątkowy. Szczególnie gdy bliscy, z którymi chcemy spędzić te chwile, mieszkają kawałek dalej. Przy pilnowaniu pakowania, zakupie prezentów i świątecznym gotowaniu łatwo zapomnieć o sprawdzeniu samochodu przed dłuższą trasą. Często bagatelizujemy to zadanie – w końcu na co dzień auto służy nam bardzo dobrze, więc dlaczego miałoby być inaczej tym razem?

Czasem to właśnie ta „normalność” nas oszukuje.

Wigilia. Godzina 17:47.

Rok temu, 24 grudnia. Dzień przebiegał spokojnie. Trochę, aż nazbyt spokojnie. Trzy godziny wcześniej odebrałem ostatnie wezwanie i nic, absolutnie nic, nie wskazywało na to, żeby telefon miał jeszcze dziś zadzwonić. W końcu to Wigilia. Większość ludzi dotarła już tam, gdzie planowali.

Zacząłem więc szykować się do kolacji z rodziną. Z kuchni rozchodziły się po całym domu zapachy barszczu i pierogów. Za oknem już dawno zapadał zmrok. Właśnie odłożyłem żelazko i miałem zakładać koszulę, gdy…

Dzwonek alarmowy.

Serce mi zamarło. Spojrzałem na zegarek. 17:47. Za godzinę i trzynaście minut zaczynamy kolację.

– Majs Autolaweta, pomoc drogowa. W czym mogę pomóc?

– Halo, czy Pan dzisiaj pracuje? – głos po drugiej stronie drżał lekko. Kobieta. Zestresowana.

– Tak, jak najbardziej. Działamy całodobowo – nie tylko w wybrane dni, ale również w niedziele i święta.

– Całe szczęście! – w jej głosie usłyszałem ulgę przemieszaną z rozpaczą. – Dzwonię już do TRZECIEJ pomocy drogowej i nikt nie jest dostępny. Nikt nie odbiera, albo mówią, że już nie przyjmują zleceń. Jesteśmy spod Poznania, właśnie wracaliśmy do rodziny na Wigilię, gdy auto zupełnie padło pod Wrocławiem.

Jej głos się załamał.

– Mąż próbuje coś ruszyć, ale nic nie pomaga. Wydaje się, że to jakaś większa awaria. Nie zależy nam na naprawie, tylko na dotarciu do domu. Do rodziny. Czy… czy jest Pan w stanie nas zawieźć?

W tle usłyszałem płacz dziecka. Gdzieś dalej męski głos próbujący coś przekrzyczeć. Hałas przejeżdżających samochodów. Pobocze.

Sprawdziłem dokładny adres, jednocześnie czując, jak napięcie rośnie w mojej piersi.

Niecałe dwie godziny drogi w jedną stronę. Czyli cztery godziny w obie.

Spojrzałem na zegarek. 17:49.

Przed oczami stanęła mi scena: pusta krzesło przy wigilijnym stole. Gorączkowe zerkanie mojej żony na podjazd do domu. Kolejna Wigilia, której nie spędzę z rodziną.
A jednak po drugiej stronie była inna rodzina, która też chciała być razem. Która właśnie stała na poboczu, w ciemnościach, z płaczącymi dziećmi.

– Proszę poczekać chwilę – powiedziałem.

Cisza. Myślałem gorączkowo.

Laweta. Standardowe rozwiązanie. Jednak to oznaczałoby zabranie ich z powrotem pod Poznań. Cztery godziny drogi. Może więcej przez Wigilię. Wrócę koło północy. Albo później.

A może…

– Czy nadal Pani słucha?

– Tak! Tak, jestem.

– Mam dla Państwa propozycję – zacząłem powoli, układając plan w głowie. – Nie zabiorę Państwa lawetą. To by trwało zbyt długo i kosztowało za dużo. Zamiast tego… wezmę na hol niesprawny samochód i zostawię na swoim placu. Jest monitorowany, więc nic mu nie grozi. W zamian udostępnię moje auto zastępcze, którym będzie można dojechać do rodziny i poruszać się w miarę potrzeby. Po świętach przyjadę z Państwa autem, a zabiorę swoje.

Pauza.

Długa.

Zbyt długa.

– Naprawdę? – w jej głosie pojawiło się coś, czego nie słyszałem wcześniej. Nadzieja. – Możemy zrobić taką zamianę? Powierzy Pan nam swoje auto? Na święta?

– Oczywiście, nie ma najmniejszego problemu.

– Ale… ale przecież Pan nawet nas nie zna!

– Nie muszę – odpowiedziałem. – Wystarczy, że wiem, że Państwo chcą być z rodziną. Tak samo jak ja.

Cisza. A potem:

– To jest… to jest idealne rozwiązanie! Dziękujemy! DZIĘKUJEMY!

Po rozłączeniu odłożyłem koszulę na wieszak. Spojrzałem raz jeszcze na zegarek. 17:53.

Wyjechałem.

W samochodzie panowała cisza. Tylko szum silnika i świąteczne światełka za oknem. Mijałem kolejne domy. W oknach widziałem rodziny przy stołach, śmiech, światło. Natomiast ja jechałem w przeciwnym kierunku.

Czy dobrze robię? – przebiegło mi przez myśl. – Zostawiam własną rodzinę, żeby pomóc obcym ludziom. Powierzam im swoje auto. Czy to rozsądne?

Zaraz potem zobaczyłem ich. Na poboczu. Samochód z włączonymi światłami awaryjnymi. Małe sylwetki dzieci przy drzwiach. Wszyscy czekają na mrozie.
Nie. To była właściwa decyzja.

Godzina 18:24.

Kilkanaście minut później wymienialiśmy się kluczykami. Kobieta ściskała je tak mocno, jakby bała się, że znikną.

– Pan nam spadł z nieba – w jej oczach błyszczały łzy. – Naprawdę dziękujemy. Nie wiem, jak…

– Nic się nie dzieje – przerwałem jej łagodnie. – Proszę wracać ostrożnie do rodziny. Spokojnej drogi i wesołych świąt.

– Dziękujemy. Wesołych!

Patrzyłem, jak odjeżdżają moim autem. Tylne światła znikały w ciemności.
Wsiadłem do lawety. Spojrzałem na zegarek. 18:41.

Jeśli przyspiesz, może zdążysz na początek kolacji.

Ruszyłem.

Godzina 18:58.

Wjechałem na podjazd dokładnie w momencie, gdy rodzina zasiadała do stołu. Przez okno widziałem ich sylwetki. Puste krzesło – moje krzesło – czekało.
Zdążyłem.

Wybiegłem z samochodu.

Nie czekałem aż brama wjazdowa zamknie się do końca. Wpadłem przez drzwi. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Żona zamarła w pół kroku z półmiskiem.

– Myślałam, że…

– Jestem – uśmiechnąłem się. – Jestem.

Usiadłem przy stole. Barszcz był jeszcze gorący.

A gdzieś w drodze pod Poznań jechała inna rodzina do swoich bliskich.

Nie było najmniejszego problemu, aby ich samochód został na placu. Tym bardziej że serwis samochodowy, który prowadzę z przyjacielem był nieczynny i nie potrzebował wolnego miejsca parkingowego. Mogłem też pojechać lawetą od razu, ale to oznaczałoby znacznie większy koszt dla nich i moją długą nieobecność przy wigilijnym stole.

Czasem najlepsze rozwiązanie to nie to najbardziej oczywiste. Czasem trzeba zaufać.

W Majs Autolaweta najważniejsza jest realna pomoc przy zachowaniu priorytetów. Nie chodzi o to, żeby zaproponować najwyższą możliwą stawkę, zrobić swoje i odjechać. Chodzi o to, żeby rozwiązać problem z korzyścią dla obu stron.

Bo wtedy wszyscy mogą usiąść do świątecznego stołu z bliskimi – i my, i nasi Klienci.

Tego wieczoru dwie rodziny jadły kolację wigilijną. W dwóch różnych miejscach. Obie razem.


Zapisz Nasz numer w swoich kontaktach:

(lepiej mieć i nigdy nie użyć, niż szukać w potrzebie)

📞 Pomoc drogowa 24h/7: +48 790 666 636

Majs Autolaweta działa na terenie: autostrada A4, autostrada A8, droga ekspresowa S8 i droga krajowa nr 94.

Skontaktuj się z Nami, jeśli potrzebujesz holowania, naprawy na miejscu lub profesjonalnej obsługi awarii.


Seria opowiadań „Zmrok’n’Hol”, to spojrzenie na świat, który żyje na drodze, gdy zapada ciemność.

Majs Autolaweta dostarcza profesjonalną pomoc drogową – szybko, sprawnie i kompleksowo! Na miejscu tam, gdzie Nas potrzebujesz.
Nasze codzienne zmagania możesz obserwować na Facebooku lub Instagramie.

Przewijanie do góry